W 2014 r. zmarło w Polsce 1583 dzieci poniżej pierwszego roku życia, a współczynnik zgonów wyniósł 4,2 promila. W porównaniu do lat 90. ubiegłego wieku, gdzie wynosił 16, a na początku XXI w. – 8. Samobójstw jest więcej. Niepokojąco wzrosła liczba samobójstw, popełnia je znaczniej więcej ludzi, niż ginie w wypadkach 1. W Okarze potrzebują więcej ludzi. Mannig powie ci, że w Okarze brakuje ludzi. Zaproponuj ich sprowadzenie. Czeka cię trochę poszukiwań. W sumie możesz pozyskać następujące osoby: Candelę, Frasera, Randalla, Owena, Kenta i Rakusa. Każ im iść do Okary, a później zgłoś ich Mannigowi. Zyski: Punkty doświadczenia: 1000; Reputacja: Asasyni +1; 31. Thorek potrzebuje magicznej rudy . Zadanie zlecone przez samego kowala Thoreka. Musisz mu przynieść pięć kawałków rudy. Gość: mała krytyka Czego najbardziej potrzebują mieszkańcy Dajtek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.08, 16:58 Jestem mieszkańcem dajtek i nie wszystko tutaj jest O.K. . Cześć mieszkańców Jeżeli kiedykolwiek byłeś w sytuacji, w której druga osoba za nic nie chciała przyznać się do popełnionych błędów, brnęła w zaparte, doskonale znasz ten stopień frustracji. To jakbyś patrzył na krzesło, a ktoś mówił ci, że widzisz żyrafę. Przyznanie braku racji drugiej stronie (choć doskonale o tym wiesz) – ulga! Myrtana – centralna kraina kontynentu, w której rozgrywa się akcja Gothic 3, a także Gothic 3: Zmierzch Bogów. Większość prowincji kontynentu wchodzi w skład Królestwa Myrtany. gkzcs. Renata Walendzewicz i Czarny FOT. EWA TYRPASkawina. Chcą być dobrze traktowane, a nie bite, porzucane, trzymane na mrozie. To życzenia zwierząt domowych. Powiedzą je ludzkim głosem za tydzień, w wigilijną noc Do ośrodków zajmujących się bezdomnymi zwierzakami często trafiają psy i koty w bardzo złym stanie. Przykłady mogą mnożyć wolontariusze ze Skawińskiego Stowarzyszenia Pomocy dla Zwierząt. To oni mają na koncie uratowanie od śmierci wiele psów i kotów. W ośrodku działa nawet Szpitalik im. Kota Fafułka. To w nim przebywają kociaki poddawane rekonwalescencji po wypadkach lub przebytych chorobach. Tu wolontariusze karmią zwierzęta łyżeczkami lub za pomocą butelki. Ze względu na brak miejsca w ośrodku, wiele kotów trafia do Zelczyny, gdzie funkcjonuje Holetlik dla Kotów. Do skawińskiego ośrodka trafiają psiaki z różnych zdarzeń, np. potrącone przez samochody. - W tym roku trafia do nas rekordowo dużo zwierzaków z wypadków komunikacyjnych. Mają przetrącone, łapy i miednice - relacjonuje Agnieszka Korż, miłośniczka zwierząt i wolontariuszka ze SSPdZ. Ostatnio trafia tam sporo psiaków z Jaśkowic. Stąd latem przywieziono Surówkę, niedużą suczkę i jej partnera o imieniu Sołtys. Para przez dwa lata żyła dziko w opuszczonej stodole. Agnieszkę Korż dobrze pamięta znalezione w stodole w Jaśkowicach szczeniaki zakopane pod zwałami słomy. Schowała je tam ich mata z obawy przed zabraniem przez człowieka. Pani Agnieszka wciąż nie jest pewna, czy udało się znaleźć wszystkie młode psiaki. Iwona Ukleja, też aktywnie działająca w ośrodku wspomina sytuację z zeszłego roku, gdy wolontariusze wyciągali z rowu dziewięć szczeniaków oraz ich matkę z połamanymi łapami. - Przecież ktoś je tam wrzucił. Nie ma bezdomnych psów. Wszystkie mają bądź miały właścicieli, którym po prostu się znudziły - przekonuje pani Iwona, którą podobnie jak Agnieszkę Korż i innych wolontariuszy, psiaki uwielbiają. Niektóre wypuszczone z klatek, żeby mogły się wybiegać po terenie ośrodka łaszą się do wolontariuszek i najchętniej czas spędzałyby na pieszczotach i głaskaniu. Bo w schronisku każdy pies traktowany jest indywidualnie. Dużą pomoc dają miłośnicy psiaków, przychodzący tu by wyjść z nimi na spacer poza ośrodek. Renata Walendzewicz ostatnio na półgodzinne wyprawy zabrała kilka psów, miedzy innymi 5-letniego labradora o imieniu Worek i nieco starszego od niego Czarnego, noszącego kołnierz ortopedyczny z powodu potrącenia go przez samochód. Z każdym spacerowała oddzielnie. - Wszystkie są kochane i bardzo wdzięczne, no i każdy ma swój charakter - mówi pani Renata, która teraz poszukuje towarzysza dla swojej 10-letniej Tusi, też przygarniętej ze schroniska. Najwięcej psów trafia do ośrodka po świętach, głównie Bożego Narodzenia, zdarza się, że ktoś podarował zwierzaczka w prezencie pod choinkę, ale obdarowany go nie chciał. Także okres wakacyjny, gdy nie ma co zrobić z psem na czas urlopu. Ludzie wyrzucają swoje zwierzęta z samochodów, do rowu, zostawiają w lesie lub pod bramą ośrodka Ukleja zaobserwowała, że mało kto chce adoptować kalekie lub starsze zwierzaki. Większość osób woli szczeniaczki, które może po swojemu wychować. A chore psiaki wymagają specjalnego traktowania. - Mają chore nerki, wątrobę, często alergie i muszą być karmione jedzeniem o odpowiednim składzie - mówi Agnieszka Korż. Optymistyczne jest to, że powoli zmienia się nastawienie ludzi do zwierząt. Coraz rzadziej widuje się psy na łańcuchach, choć nadal spotyka się małe psiaki, jak pekińczyki i jamniki w budach. Są też przypadki, gdy właściciele nie zapewnią czworonogom nawet budy. Jednak generalnie obserwuje się bardziej humanitarny do nich stosunek. Ponadto ludzie już wiedzą, że znęcanie się nad zwierzętami jest karalne. Coraz więcej osób zgłasza do Straży Miejskiej przypadki złego traktowania psów. Warto zauważyć, że Ośrodek w Skawinie w dużej mierze funkcjonuje dzięki wsparciu ludzi dobrej woli i grantowi z gminy. - Jesteśmy coraz bardziej rozpoznawalni. Ludzie widzą, że bardzo dbamy o zwierzaki. Wspierają nas mieszkańcy nie tylko Skawiny, ale Krakowa, Wadowic, różnych firm - mówi Wojciech Mackiewicz, prezes SSPdZ. Szef tej organizacji nie mija się z prawdą. Tu są przestronne „mieszkania” dla 20 psów. Wszystkie wyposażone są nie tylko podstawowe miejsca, a więc budy. W klatkach jest pełne „umeblowanie”, czyli legowiska, kanapy, fotele, kolorowe dywany, koce, kołdry i poduszki. Są one potrzebne głównie w zimie, by psiaki nie marzły. Nigdy ich nie jest zbyt dużo, bo rzeczy te się niszczą, psy je brudzą lub rozszarpują. Prezes Mackiewicz podkreśla, że wigilijną noc zwierzaki na pewno chciałyby powiedzieć, że dla nich najważniejsza jest obecność człowieka, bo głód zawsze gdzieś zaspokoją. Natomiast jest im ciężko żyć bez ludzi, dla których potrafią być najlepszymi przyjaciółmi. Choć ludzie często psy krzywdzą, trzymają na mrozie bez budy, biją przepędzaja z domu. - Działalność Stowarzyszenia jest bardzo potrzebna. Dzięki niemu mamy rozwiązany problem na przykład wałęsających się psów i ich bezdomności - podkreśla Paweł Kolasa, burmistrz Skawiny. Zapewnia, że gmina nadal będzie wspierać SSPdZ. W tym roku sporo pieniędzy tak z dotacji, jak i zgromadzonych od ludzi, wydano na leczenie psów i kotów z wypadków. To też, jak zaznaczają wolontariusze, wina właścicieli, którzy puszczają je wolno. Jak można pomóc:kołdrami, kocami, ręcznikami, dywanami karmą suchą i mokrą, także weterynaryjną (dla chorych zwierzaków) lub dobrymi karmami dla psów oraz kotów żwirkiem dla kotów obrożami, smyczami lekarstwami (HepaDol, AmylaDol, RenalVet, ArthroFlex itp.) pieniędzmi (liczy się każda kwota) wpłaconymi na konto: Bank Zachodni WBK SA O/Skawina nr 22 1090 1665 0000 0001 1029 8421. [email protected] obejrzyj 01:38 Thor Love and Thunder - The Loop Czy podoba ci się ten film? W Okarze potrzebują więcej ludzi – zadanie poboczne występujące w Gothic 3. Jest zlecane Bezimiennemu przez kowala Manniga. Krok po kroku[] Porozmawiaj z Mannigiem na temat potrzeby sprowadzenia nowych ludzi do Okary. Sprowadź do Okary Rakusa Udaj się do jaskini Rakusa. Porozmawiaj z Rakusem. Wykonaj zadanie Zabij ożywieńców, których przywołał Rakus. Ponownie porozmawiaj z Rakusem (wykonując przy okazji zadanie Mag ognia powinien udać się do Okary). Sprowadź do Okary Owena. Wejdź na małe wzgórze w okolicy Okary gdzie przebywa Owen. Porozmawiaj z Owenem (wykonując przy tym zadanie Bezdomny poszukiwacz). Sprowadź do Okary Kenta. Udaj się do jaskini Kenta. Porozmawiaj z przebywającym tam Kentem. Wykonaj zadanie Agresywne rozpruwacze. Ponownie porozmawiaj z Kentem i zagroź mu lub zapłać 300 sztuk złota (wykonując przy tym zadanie Kent powinien iść do Okary). Sprowadź do Okary Randalla. Udaj się przed wejście do bogatej kopalni. Porozmawiaj z przebywającym tam Randallem. Wykonaj zadanie Bogata kopalnia. Ponownie porozmawiaj z Randallem (wykonując przy tym zadanie Randall powinien udać się do Okary. Sprowadź do Okary Frasera. Udaj się do obozu Candeli i Frasera. Porozmawiaj z przebywającym tam Fraserem. Wykonaj zadanie Polowanie na agresywne dziki. Ponownie porozmawiaj z Fraserem (wykonując przy tym zadanie Fraser powinien udać się do Okary). Sprowadź do Okary Candelę. Udaj się do obozu Candeli i Frasera. Porozmawiaj z przebywającym tam Candelą. Wykonaj zadanie Polowanie na cieniostwory. Ponownie porozmawiaj z Candelą (wykonując przy tym zadanie Candela powinien iść do Okary). Ponownie porozmawiaj z Mannigiem i powiedz mu o wszystkich sprowadzonych ludziach. Przebieg zadania[] Rozmowa z Mannigiem[] Podczas rozmowy z Bezimiennym, kowal z Okary – Mannig – narzeka na małą ilość buntowników, mówiąc, że ich przywódca – Roland – nie ma już komu wydawać rozkazów. Bohater proponuje, że odnajdzie jakieś zagubione dusze, które zgodzą się dołączyć do rojalistów. Mannig doradza, żeby Bezimienny przeszukał okolice obozu oraz farm koło Montery. Ludzie dla Okary[] Rakus[] Mag ognia – Rakus, przebywa niedaleko obozowiska buntowników Masona w swojej jaskini. Bezimienny, rozmawiając ze sługą Innosa, dowiaduje się, że został uwięziony przez swój eksperyment. W dalszej części rozmowy okazuje się, że został uwięziony przez ożywieńców. W związku z tym bohater zabija stworzenia i uwalnia Rakusa. Wybraniec bogów prosi, by ten udał się do Okary, mag ognia się zgadza i wyrusza do największego obozowiska buntowników w Myrtanie. Rozmowa z Rakusem Owen[] Bezdomny Owen znajduje się naprzeciwko wejścia do Okary, po drugiej stronie kanionu. Przyszły buntownik opowiada o swoim smutnym losie, mówiąc, że czeka aż znajdzie go jakiś patrol orków. Bohater proponuje mu, by udał się do obozu buntowników. Owen mówi, że wcześniej myślał, że Okara nie funkcjonuje i wyrusza do obozu. Bezimienny przekonujący Owena Kent[] Kent znajduje się w jednej z jaskiń w okolicach Okary, niedaleko zniszczonego domu, wokół którego znajdują się szkielety. Przyszły król Myrtany proponuje mu udanie się do obozu buntowników. Niestety mężczyzna, nie chce się na to zgodzić, gdyż w okolicy krążą rozpruwacze. Dlatego też Bezimienny pozbywa się agresywnych stworzeń i wraca do młodzieńca. Ten jednak nadal nie chce opuszczać swojej nory, dlatego bohater go zastrasza lub przekupuje, a Kent udaje się do siedziby rebeliantów. Bohater informuje Kenta o sytuacji Randall[] Bohater, przed wejściem do bogatej kopalni, spotyka Randalla. Przyszły buntownik proponuje, by były skazaniec z Górniczej Doliny pomógł mu oczyścić kopalnię z pełzaczy. Bezimienny zgadza się pomóc. Po wyczyszczeniu kopalni, bohater proponuje Randallowi, by ten dołączył do buntowników z Okary. Buntownik zgodzi się niechętnie za 300 sztuk złota. Rekrutacja Randalla Fraser[] Bezimienny napotka Frasera w ruinach niedaleko obozu. Myśliwy proponuje wybrańcowi bogów wspólne polowanie na paskudne dziki. Bohater zgadza się na propozycje Frasera. Po udanym polowaniu, myśliwy zgodzi się udać do Okary. Bezimienny przekonujący Frasera Candela[] Bohater spotyka Candelę w raz z myśliwym Fraserem. Przyszły buntownik zgodzi się udać do Okary, dopiero wtedy, gdy Bezimienny zapoluje na paskudne cieniostwory. Wybraniec bogów zgadza się na ofertę myśliwego. Po udanym polowaniu, Candela wyrusza do Okary. Bohater rekrutuje Candelę Rozmowa z kowalem[] Kowal Marinng jest bardzo zadowolony z nowych buntowników i dziękuje Bezimiennemu za pomoc, nagradzając go przy pomocy 2300 sztuk złota. Zadanie kończy się powodzeniem. Rozmowa kończąca zadanie Mapa[] Mapa z zaznaczoną lokalizacją ludzi potrzebnych do wykonania zadania W Okarze potrzebują więcej ludzi "Błagamy przywódców narodów, aby wysłuchali prośby milionów ludzi, którzy pragną pokoju i sprawiedliwości na świecie, którzy domagają się poszanowania praw nadanych im przez Boga, którzy pilnie potrzebują chleba, a nie broni" - apelują papież Franciszek i katolikos Garegin II we Wspólnej Deklaracji podpisanej 26 czerwca w Pałacu Apostolskim Ormiańskiego Kościoła Apostolskiego w Eczmiadzynie. W dokumencie obaj zwierzchnicy Kościołów wyrażają nadzieję m. in. na pokojowe rozwiązanie kwestii dotyczących Górskiego Karabachu. Na wstępie deklaracji Franciszek i katolikos Garegin II dziękują "Wszechmogącemu Bogu za stałą i wzrastającą bliskość w wierze i miłości między Ormiańskim Kościołem Apostolskim a Kościołem katolickim w ich wspólnym świadectwie o ewangelicznym orędziu zbawienia w świecie rozdartym przez konflikty i tęskniącym za pociechą i nadzieją" . Przypominają o Wspólnej Deklaracji podpisanej papieża Jana Pawła II i Garegina II w roku 2001, z okazji 1700. rocznicy proklamowania chrześcijaństwa jako religii Armenii. Wskazują także na uroczystą liturgię w Bazylice Świętego Piotra w Rzymie 12 kwietnia 2015 roku, na której obaj zwierzchnicy Kościołów zapewnili, że chcą przeciwstawiać się wszelkim formom dyskryminacji i przemocy oraz przypomnieli ofiary tego, co deklaracja podpisana przez Jana Pawła II, określiła jako "eksterminację półtora miliona ormiańskich chrześcijan, uznawana powszechnie za pierwsze ludobójstwo XX stulecia". Obaj kościelni przywódcy zwracają uwagę na rozgrywającą się na naszych oczach ogromną tragedię niezliczonych niewinnych ludzi zabijanych, przesiedlanych lub zmuszanych do emigracji przez ciągłe konflikty na tle etnicznym, gospodarczym, politycznym i religijnym na Bliskim Wschodzie i w innych częściach świata. Podkreślają, że na skutek tego mniejszości religijne i etniczne stały się celem prześladowań i okrutnego traktowania, do tego stopnia, że cierpienie z powodu swej wiary stało się codziennością. "Męczennicy należą do wszystkich Kościołów a ich cierpienie jest "ekumenizmem krwi", który przekracza historyczne podziały między chrześcijanami, wzywając nas do krzewienia widzialnej jedności uczniów Chrystusa" - czytamy w deklaracji. Franciszek i Garegin II zapewniają o swojej wspólnej modlitwie o "przemianę serc tych wszystkich, którzy dopuszczają się takich zbrodni i tych, którzy są w stanie powstrzymać przemoc". "Błagamy przywódców narodów, aby wysłuchali prośby milionów ludzi, którzy pragną pokoju i sprawiedliwości na świecie, którzy domagają się poszanowania praw nadanych im przez Boga, którzy pilnie potrzebują chleba, a nie broni" - apelują. Obaj za nie do przyjęcia uważają usprawiedliwianie zbrodni na podstawie idei religijnych i prezentowanie religii i wartości religijnych w sposób fundamentalistyczny, który jest używany po to, aby uzasadnić szerzenie nienawiści, dyskryminacji i przemocy. Podkreślają, że poszanowanie dla odmienności religijnej jest koniecznym warunkiem pokojowego współistnienia różnych grup etnicznych i religijnych oraz wyrażają nadzieję na pokojowe rozwiązanie kwestii dotyczących Górskiego Karabachu. Franciszek i Garegin II proszą wiernych, aby otworzyli swoje serca i ręce do ofiar wojny i terroryzmu, uchodźców i ich rodzin a przywódców politycznych i społeczność międzynarodową o zapewnienie wszystkim prawa do życia w pokoju i bezpieczeństwie, przestrzegania zasad państwa prawa, ochrony mniejszości religijnych i etnicznych, zwalczania handlu ludźmi i przemytu. Zwracają uwagę, że sekularyzacja znacznych warstw społeczeństwa, jego wyobcowanie z duchowości i transcendencji prowadzi nieuchronnie do zeświecczonej i materialistycznej wizji człowieka i rodziny ludzkiej. W tym kontekście wyrażają zaniepokojenie kryzysem rodziny w wielu krajach i podkreślają, że Ormiański Kościół Apostolski i Kościół katolicki podzielają tą samą wizję rodziny, opartej na małżeństwie, akcie bezinteresownej i wiernej miłości między mężczyzną a kobietą. Franciszek i Garegin II zwracają uwagę, że pomimo trwających podziałów między chrześcijanami "to, co nas łączy, jest o wiele większe niż to, co nas dzieli". Obaj przywódcy kościelni uroczyście i zdecydowanie przyrzekają kontynuować w sposób jeszcze bardziej zdecydowany i konkretny drogę ku coraz większej komunii i pełnej widzialnej jedności między Kościołem katolickim a Ormiańskim Kościołem Apostolskim. Podkreślają, że kluczowe znaczenie dla rozwijania wzajemnych relacji jest angażowanie się w głębszą i bardziej stanowczą współpracę nie tylko w dziedzinie teologii, ale także modlitwy i czynnej współpracy na poziome wspólnot lokalnych, "w perspektywie dzielenia pełnej komunii i konkretnych wyrazów jedności". Apelują o zgodną współpracę na rzecz promowania w społeczeństwie wartości chrześcijańskich, które skutecznie przyczyniają się do budowania cywilizacji sprawiedliwości, pokoju i ludzkiej solidarności. Nie jest dobrze. Chodzi o liczbę motorniczych i kierowców w spółkach przewozowych. Największa rotacja jest wśród kierowców. Odchodzą, bo wolą zarabiać więcej. Za granicą. - Nie ma w tej chwili sytuacji, że pojazdy nie wyjeżdżają z braku motorniczych lub kierowców. Sytuacja jest zatem ustabilizowana. Trzeba jednak przyznać, że szczególnie wśród kierowców zauważalna jest dość duża rotacja, więc chociaż o braku mówić nie można, to kolejne osoby w spółkach autobusowych byłyby mile widziane - mówi Hanna Pieczyńska, rzecznik prasowy Zarządu Dróg i Transportu Miejskiego i spółek przewozowych. czytaj dalej… źródło: Nasze Miasto Dlaczego ludzie na ogół potrzebują uwić gniazdo, ogrodzić je i suto zaopatrzyć. Artykuł ukazał się w „Ja My Oni” tom 29. „Czego człowiekowi potrzeba do życia”. Poradnik dostępny w Polityce Cyfrowej i w naszym sklepie internetowym. *** Przybyło ślepych uliczek. Sąsiedni blok jest tuż-tuż, ale żeby do niego dojść, trzeba pokonać dystans niemal półtorakilometrowy. Bo mieszkańcy osiedli się ogradzają, likwidując najkrótsze przejście, a nawet odcinając fragmenty ulic. Nad brzegami jezior i rzek właściciele gruntów masowo wbijają płoty w toń, która nie jest ich własnością, choć prawo nakazuje pozostawić pas wolny, by dało się przejść wzdłuż brzegu suchą stopą. Latem urlopowicze zaczęli zawłaszczać plaże za pomocą parawanów, dawniej używanych do osłony przed wiatrem. Rekordziści zjawiają się bladym świtem, by wydzielić i urządzić sobie i bliskim istną zagrodę, najlepiej z „prywatnym” dostępem do morza. To zmusza ratowników, by – w trosce o bezpieczeństwo korzystających z kąpieli – swoimi parawanami budować ścieżki awaryjne. Skąd w ludziach ta dzika zachłanność? Instynkt, który chce domu Richard Pipes, amerykański historyk i politolog, w pracy z 1999 r. „Property and freedom” („Własność a wolność”) pisze: „Pragnienie posiadania w takim samym stopniu nie jest oznaką chciwości, jak apetyt na jedzenie nie świadczy o obżarstwie czy miłość o lubieżności. Zachłanność jest cechą wspólną dla wszystkich żyjących istot (…). Na najbardziej podstawowym poziomie jest ona wyrazem instynktu przetrwania”. Psychologowie w tej kwestii mają zdanie mniej jednoznaczne. Na przełomie XIX i XX w. także oni, podobnie jak filozofowie i socjologowie, skłaniali się ku instynktowi i uwarunkowaniom biologicznym. Kłopot wszystkim sprawiało jednak wytłumaczenie, skąd się biorą ludy czy kultury nieowładnięte tym pragnieniem. Jak choćby Triobrandczycy, w życiu których ważną funkcję odgrywa nie gromadzenie, ale rozdawanie. Za instynktem miał też przemawiać „impuls posiadania” u dzieci, to, że bardzo się one przywiązują do swoich zabawek, zwłaszcza przytulanek. Ale skłonności tej nie ujawniają na przykład dzieci z rolniczych obszarów Turcji, południa Włoch, Indii, Gabonu, Japonii, Izraela. Zawiodły też poszukiwania analogii w świecie zwierząt. Zwierzęta gromadzą zapasy żywności, bronią ich oraz swojego terytorium. Żeby zdobyć partnerkę, budują gniazda, a nawet je ozdabiają. Ale w tym wszystkim chodzi o biologiczne przetrwanie – jednostki i gatunku. Posiadanie ludzkie znacznie wykracza poza wymiar biologiczny i pełni dużo więcej funkcji niż ściśle utylitarne. Do polskiej psychologii tę problematykę wprowadziła dr hab. Małgorzata Górnik-Durose z Uniwersytetu Śląskiego, autorka monografii „Psychologiczne aspekty posiadania – między instrumentalnością a społeczną użytecznością dóbr materialnych” (2002). Sugeruje ona, że „lepiej zrezygnować z pojęcia instynktu i uznać, że posiadanie jest pewną – i to nie jedyną – formą zaspokajania wielu potrzeb, które mogą mieć wyraźną biologiczną podstawę, jak na przykład potrzeba pokarmowa lub potrzeba bezpieczeństwa fizycznego. Jednakże wraz z rozwojem gatunku ludzkiego i jego kultury posiadanie stało się zjawiskiem o charakterze zdecydowanie społecznym, przyjmującym różne formy i funkcje w różnych kulturach i systemach stworzonych przez człowieka”. Do głównych korzyści, jakie płyną z posiadania dóbr, badaczka zalicza poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji, zarówno pod względem materialnym, jak i psychologicznym. Zgromadzone zasoby stwarzają gwarancję zaspokojenia aktualnych i przyszłych potrzeb właściciela oraz najbliższych mu osób. Ma też posiadanie ciemne strony. Poza tym, że wiąże się z brakiem akceptacji społecznej, gdy ma się więcej niż inni, niesie ze sobą poczucie zagrożenia i lęk przed utratą. Są ludzie, którzy pozbawienie dóbr lub ich zniszczenie przeżywają w taki sposób, jakby utracili bliską osobę lub część własnego ciała. Poza tym o własność trzeba się troszczyć, co pochłania czas i energię. U schyłku lat 90. prof. Górnik-Durose badała, jakie dobra materialne są najważniejsze dla Polaków w różnych fazach życia. Badani najczęściej wskazywali na dom/mieszkanie – wymieniało je aż 90 proc. młodych singli i 100 proc. par, których dzieci już się usamodzielniły („puste gniazda”) i tyleż samo seniorów. Jednocześnie dla „pustych gniazd” istotna była działka – 55 proc. wskazań. Może dlatego, że dawała pole do aktywności pozwalającej wypełnić lukę pozostawioną w życiu przez dorosłe dzieci. Tuż za domem/mieszkaniem plasowały się pieniądze, uzyskując 90–95 proc. wskazań we wszystkich grupach wiekowych z wyjątkiem seniorów (60 proc.). Z dóbr użytkowych najważniejsze były telefon (76 proc.) i samochód/motocykl (69 proc.). Do umeblowania i sprzętu AGD największą wagę znów przykładały „puste gniazda”, jakby musiały sobie posiadaniem zrekompensować pustkę. One też najbardziej ze wszystkich grup ceniły rośliny ozdobne w domu i ogrodzie, wyprzedzając w tym nieco seniorów. Ten rozkład wskazań wyraźnie sygnalizuje, że za potrzebą posiadania dóbr materialnych, za wyborami, jakich dokonują ludzie, kupując rozmaite rzeczy, mogą się kryć bardzo złożone motywacje i oczekiwania. My, którzy chcemy być sami Badań tych nie powtarzano. Nie wiadomo zatem, jak zmieniła się ranga poszczególnych dóbr. Od lat 90. różne rzeczy, np. urządzenia AGD, stały się relatywnie tanie i łatwo dostępne. A komputery, telefony komórkowe znalazły tak szerokie zastosowania, że ludzie, zwłaszcza młodszej i średniej generacji, nie potrafią wyobrazić sobie bez nich życia. Dr Maciej Dębski, socjolog z Uniwersytetu Gdańskiego, badając uzależnienie od internetu, zauważył, że nastolatki darzą komórki uczuciami i traktują jak przyjaciół. Nie przyznają się do tego, gdy zapytać wprost. Ale kiedy opisują swój smartfon, używają określeń takich jak sprytny, przebiegły, inteligentny, kobiecy. W ciemno można obstawiać, że nie zmalało znaczenie pieniędzy (które są dobrem na tyle specyficznym, iż stanowią przedmiot odrębnych badań), a także domu/mieszkania. O ile nawet w krajach znacznie bogatszych od Polski duży odsetek obywateli zadowala się wynajmem, u nas własność prywatna jest formą zdecydowanie bardziej pożądaną, by nie powiedzieć: fetyszyzowaną. Zapewne jakiś udział ma w tym odreagowywanie ograniczeń obowiązujących w PRL. Prof. Zbigniew Zaleski w „Psychologii własności i prywatności” (2003) pisze: „Własność jest organicznie związana z wolnością. Własność prywatna implikuje co prawda nierówność między ludźmi, ale jednocześnie osiąganie własności jest jedną z głównych cech wolnego człowieka”. Wybuchła nam ta wolność i pęd ku własności wspomnianymi na wstępie płotami. Najpierw otoczyły one nowe osiedla i apartamentowce budowane przez deweloperów. Potem zaczęły się wdzierać także na starsze osiedla. Ich mieszkańcy nie chcieli być gorsi, nie chcieli, by sąsiedzi z osiedli strzeżonych wyprowadzali na ich trawnik swoje psy albo zajmowali miejsca parkingowe. Towarzyszyło temu duże społeczne przyzwolenie na grodzenie, traktowanie tego zjawiska jako czegoś normalnego i pożądanego także przez osoby, które bynajmniej nie mieszkały w zamkniętych enklawach (badania prof. Bohdana Jałowieckiego wśród mieszkańców Warszawy, 2001–02). Zbiegło się to z tendencją globalną. Grodzono się w USA, Meksyku, RPA, Izraelu, Chinach, Indonezji… Znamienne, że w Europie Zachodniej, w krajach, gdzie potrzeba własności nie podlegała żadnym turbulencjom, grodzenie przyjęło się słabo, najbardziej w mocno indywidualistycznej Wielkiej Brytanii. W Polsce deweloperzy i nabywcy mieszkań zwykle tłumaczą, że chodzi o bezpieczeństwo, a także o czystość, mniejsze zniszczenia na placach zabaw, słowem – estetykę. Praktyka pokazuje, że osoby, które zamieszkały w takich miejscach, kupiły sobie nie tyle bezpieczeństwo faktyczne, ile jego subiektywne poczucie, nierzadko iluzję. Psychologowie tę polską skłonność do stawiania zasieków często łączą z niskim poziomem kapitału społecznego, zaufania do innych ludzi poza rodziną i najbliższymi przyjaciółmi. Ale grodzenie jeszcze problem pogłębia. Ciągły widok wysokich płotów i ochrony u części mieszkańców nakręca spiralę lęku przed obcymi, przed wrogim światem na zewnątrz. Dr hab. Jacek Gądecki, socjolog i antropolog społecznokulturowy z Wydziału Humanistycznego Akademii Górniczo-Hutniczej, wskazuje też motywy, których nabywcy mieszkań w osiedlach-twierdzach zwykle nie eksponują. W wywiadzie dla pisma „Nowy Obywatel” (2014) mówi: „Najważniejszą, choć nie zawsze uświadamianą, funkcją grodzonych osiedli wydaje mi się funkcja »statusowni« – miejsca, gdzie wytwarzany jest status społeczny i tożsamość nowej klasy średniej. Kupno mieszkania na osiedlu zamkniętym oznacza bowiem nie tylko awans klasowy poprzez nabycie własności i zmianę ważnego elementu otoczenia, jakim jest mieszkanie. Razem z nim kupuje się cały pakiet oczekiwań, aspiracji i dążeń”. Według Gądeckiego w wielu przypadkach obawa przed przestępczością jest mniej ważna niż status osiedla zamkniętego przed „elementami obcymi klasowo”. Niektórzy nazywają te przestrzenie gettami dobrobytu. Ja, które ma Zarówno domy/mieszkania, jak i rzeczy, którymi się człowiek otacza, mogą spełniać rozmaite funkcje, poza tą najbardziej oczywistą – użytkową. Mogą odgrywać ważną rolę w wyrażaniu tożsamości danej osoby, tak jednostkowej, jak i społecznej – pomagać w odróżnieniu się od innych, eksponowaniu indywidualności, ale też podkreślać przynależność do jakiejś grupy (zawodowej, społecznej). Na podstawie tego, co jednostka posiada, inni wyciągają wnioski (bywa, że błędne) nie tylko na temat jej statusu majątkowego, lecz także jej przymiotów bądź braków. Russell W. Belk, amerykański badacz problematyki posiadania, uważa, że rzeczy służą ludziom do konstruowania czegoś, co nazywa poszerzonym Ja. Jego zadaniem jest bowiem wzmacnianie Ja właściwego. Badacze (Robert A. Wicklund i Peter M. Gollwitzer – 1982, Ottmar L. Braun i Wicklund – 1989) dowodzą, że osoby, które nie są pewne swoich kompetencji zawodowych, chętniej sięgają po zewnętrzne atrybuty wykonywanego zawodu. Starają się wyglądać jak – dajmy na to – wzorcowy lekarz czy biznesmen. Przedmiotom tworzącym poszerzone Ja ludzie poświęcają więcej czasu i uwagi niż tym, które traktują czysto utylitarnie. Na przykład częściej myją i serwisują samochody, jeśli przypisują im znaczenie tożsamościowe. Niechętnie też wyzbywają się takich rzeczy, nawet jeśli od dawna ich nie używają. Według Belka wiąże się to z lękiem przed zubożeniem Ja. Uważa on, że jednostce łatwo jest zrezygnować z niepotrzebnych rzeczy, wtedy gdy się rozwija, odnosi sukcesy i jej podstawowe Ja rośnie w siłę, więc nie potrzebuje dodatkowego wsparcia ze strony świata dóbr materialnych. To samo dzieje się, gdy następuje zmiana obrazu samego siebie. Jeśli posiadane przedmioty nie pasują do nowego wyobrażenia, jakie dany człowiek ma o sobie. Zdarza się, że coś zachowuje na pamiątkę jako świadectwo drogi, jaką w życiu przebył. Ludzie wiją gniazda w przeróżnych miejscach – w szpitalu, w biurze, w więzieniu. Maskotki, obrazki, pamiątki czegoś, ulubione kubki… Tu nie chodzi o zawłaszczenie przestrzeni, raczej o jej oswojenie, ocieplenie, by wzmocnić siebie. W miejscu, w którym może nie czujemy się ani najpewniej, ani najlepiej. Portal wśród 9 sposobów na obniżenie stresu w pracy radzi mieć przy sobie rzeczy osobiste: „Aby miejsce pracy wydawało nam się bardziej przyjazne, możemy ustawić na biurku kwiatek w doniczce albo ramkę ze zdjęciem męża/żony, dziecka lub innej ukochanej osoby. Znajome i lubiane przedmioty wywołują miłe skojarzenia i pozwalają nam zapomnieć o tym, co nas denerwuje i przytłacza w pracy”. Jeszcze większe znaczenie te osobiste akcenty mogą mieć w szpitalu czy w więzieniu. Chodzi tu bardziej o namiastkę prywatności niż o branie przestrzeni we władanie. Zwłaszcza w więzieniu, które odziera człowieka z prywatności. Bo własność ma dużo wspólnego nie tylko z wolnością, ale także z prywatnością. Rzeczy czasami służą jako zbroja. Katarzyna Bonda, autorka poczytnych powieści kryminalnych, przy pracy nosi zużyty polar, podarowany jej przez policjantów. Na wyjścia ma dużo sukienek, które trzyma w oddzielnym, przeznaczonym dla nich pokoju. W jednym z wywiadów mówi: „Mam kilka elementów, które dodają mi siły. To jest zegarek mojego ojca, który zawsze noszę. Nawet jak idę na bankiet i zakładam wieczorową sukienkę… Czerwone usta i czerwone szpilki. Czerwone usta są mi potrzebne jak włócznia, jako rodzaj takiego oręża, który pozwala być silniejszą. W gruncie rzeczy jestem delikatna i słaba, ale żyjemy w takim świecie, że czasem muszę się zachowywać jak harpia. (…) Szpilki. Jak nie mam siły, to sobie je wyjmuję i sobie na nie patrzę”. Rzeczy, które zniewalają Nie dla wszystkich posiadanie jest jednakowo ważne. Większe znaczenie ma ono dla osób o orientacji materialistycznej oraz indywidualistów. Ci drudzy liczą głównie na samych siebie, więc mogą potrzebować wzmocnienia w postaci dóbr materialnych, w przeciwieństwie do osób ukierunkowanych na kolektywizm, spodziewających się, że w trudnej sytuacji znajdą oparcie i pomoc u ludzi, z którymi tworzą jakiś wspólny krąg. Właśnie z tym pęknięciem mentalnościowym na indywidualistów i kolektywistów prof. Górnik-Durose wiąże podział, którego Polacy tak mocno dziś doświadczają. – Tam gdzie jest ciężko, jest nastawienie bardziej wspólnotowe, bo potrzebne jest większe wsparcie – stwierdza badaczka. – To nasze grodzenie osiedli ma korzenie w indywidualizmie, w myśleniu: nie potrzebuję innych, bo sam sobie poradzę. Ale indywidualizmy też nie są całkiem jednakowe. Inny jest indywidualizm anglosaski (nastawiony na wzmacnianie siebie), a inny skandynawski (bardziej wspólnotowy). Ten pierwszy nazwałabym indywidualizmem Kaczora Donalda, ten drugi indywidualizmem Muminków. Autorce monografii z zakresu psychologii posiadania dawniej bliskie było stanowisko, iż potrzeba zdobywania dóbr materialnych jest uwarunkowana bardziej kulturowo. Dziś sądzi, że biologiczny aspekt odgrywa ważniejszą rolę, niż wtedy myślała. – Uważam – powiada – że nastawienie na gromadzenie i posługiwanie się rzeczami związane jest bardziej z potrzebami, których korzenie tkwią w osobowości. Na przykład w poziomie neurotyzmu. A on w dużej mierze jest uwarunkowany genetycznie. Ostatnie badania utwierdziły ją w przekonaniu, że za gromadzeniem dóbr w celach innych niż utylitarne kryją się dwa typy materializmu. Ten nazwany umownie „mysim” jest defensywny, oparty na lęku, na gromadzeniu zasobów na czarną godzinę (trzeba norkę wypełnić ziarnem). „Myszy” są neurotyczne, lękowe, depresyjne, niepewne siebie. Łatwiej im uchwycić się rzeczy niż ludzi. Często gromadzą dobra materialne mało selektywnie, bo wolą mieć cokolwiek, na wszelki wypadek. Rzeczy są dla nich tarczą, poduszką bezpieczeństwa mającą ochronić przed zranieniami. Potrzebują bliskości, ale duży samokrytycyzm, małe poczucie własnej wartości utrudnia im budowanie bliskich relacji. Często są to osoby biedniejsze od „pawi”, wywodzące się z rodzin, których rozpad zaburzył poczucie bezpieczeństwa. „Pawie” używają rzeczy do pokazywania własnej wyjątkowości. Ludzie są im potrzebni głównie jako publiczność. Jej podziw zastępuje „pawiom” bliskość i intymność. On im wystarcza. Kultura konsumpcji, w której żyjemy, sprzyja nastawieniu materialistycznemu z wszystkimi tego konsekwencjami. Wiele dóbr, które jeszcze niedawno były nośnikami statusu, prestiżu społecznego, spowszedniało, straciło wyrazistość. Część osób o niskich dochodach choćby od święta sięga po rzeczy z wyższej półki, po znane marki, zgodnie z hasłem: „Jesteś tego wart/a”. Prof. Górnik-Durose na trasie z domu do pracy regularnie widuje kilka porsche, które kiedyś postrzegano jako niekwestionowane wyznaczniki luksusu i statusu. Kupowanie rzeczy zastępuje kupowanie przeżyć (zamiast kolejnego ciucha egzotyczna wycieczka). Ale wciąż sporo osób odczuwa niedosyt posiadania. Nie wszyscy dlatego, że mają za mało. Bywa, że mają w nadmiarze, ale nie są to rzeczy „wystarczająco dobre”. To oznacza albo dalszą pogoń, albo próbę uwolnienia się od tyranii. Na rynku nowych mieszkań trudno teraz o inne niż w enklawach grodzonych. Więc to już mało znaczy. Słychać też głosy, żeby płotom wyznaczyć jakieś granice, bo utrudniają życie. Pojawiły się nowe nurty, których podstawą jest kontestacja posiadania, odwrót od konsumpcji i własności. Takie jak współdzielenie, recykling rzeczy używanych (ciuchów, mebli), moda na ekologizm oraz silny nurt minimalistyczny – podobno dziś statusowy pod warunkiem, że posiadane dobra są najlepsze, najrzadsze, wyjątkowej urody. Paradoksalnie, za alternatywnymi nurtami, podobnie jak za pędem do otaczania się rzeczami, kryje się ta sama, wielka ludzka potrzeba: pragnienie wolności. Tyle że w przypadku żądzy posiadania chodzi o wolność od niedostatku, a minimalizmu – o wolność od nadmiaru.

w okarze potrzebują więcej ludzi